Degustując whisky dodajecie kilka kropel wody? Szukając sposobu na rozwiązanie wora z aromatami delikatnie rozcieńczacie alkohol? Japończycy nie zwykli byli pijać alkoholi mocnych, dlatego też ponoć do dziś jedną z popularniejszych form picia whisky jest mizuwari – rozcieńczanie jej tak, że na jedną porcję alkoholu przypadają dwie, do nawet czterech porcji wody. O tej ciekawostce przypomniałem sobie w chwili, w której wpadła mi w ręce butelka Nikka From the Barrel.

Nikka to drugi po Suntory i jeden z trzech producentów whisky w Japonii, którzy razem trzymają w garści ok. 95% tamtejszego rynku. Nie miałem dotychczas zbyt często do czynienia z butelkami z Japonii, dlatego też do Nikki From the Barrel podchodziłem bez specjalnych oczekiwań.

Co tam w kieliszku? Nos zaskakuje na plus, dużo słodyczy, owoców, cytrusów, cynamonu, wanilii i kwiatów. Wszystko to bardzo przyjemne, obiecujące, podoba mi się. Na języku przystępnie, 51,4% nie przeszkadza tak bardzo ale i zachęca do dodania wody, wszystko wydaje się kremowe, słodkie, pełne owoców.

Wysoka moc alkoholu oraz sama nazwa mogą nieco wprowadzać w błąd; należy pamiętać, że to wydanie Nikki nie pochodzi prosto z beczki. Nikka FtB to blend, który po kupażowaniu trafia jeszcze na pół roku (choć poprawniejsze będzie napisanie: od 3 do 6 miesięcy, różne źródła podają różne wersje) do dębowych beczek, tak by dobrana kompozycja była nieco bardziej ujednolicona.

Nikkę From the Barrel można kupić w okolicach 150 zł. Mówię tu o podstawowym wydaniu; wydanie rozszerzone o kieliszek koktajlowy i dozownik ma już nieprzyzwoicie wywindowaną cenę. Okolice 150 zł za butelkę wydają mi się uczciwą kwotą a jeśli uda Wam się ją znaleźć na jakichś wyprzedażach za ok. 100 zł – to już w ogóle frajda. Puśćcie mimo uszu postękiwania whiskowych purystów, którzy gardzą blendami – Nikka From the Barrel jest smaczną i przyjemną whisky. To dobra wizytówka producenta i niezła propozycja na początek przygody z whisky japońskimi.