Jakiś czas temu obiecałem sobie, że nadrobię trochę kategorię burbonów. Próbowałem dotąd kilku podstawowych wydań kilku najpopularniejszych producentów, niemniej to zdecydowanie za mało, by poznać możliwości amerykańskiej whiskey. Udało się ostatnio przysiąść do Wild Turkey Rare Breed i spisać parę słów podsumowania. Mam też niemal gotową notkę o dwóch podstawowych wydaniach WT 81 i 101 (a także, dzięki uprzejmości kolegów z Whisky Hooligans, o pewnym rarytasie, który będzie doskonale pasował do tej notki), nie mogę jednak się powstrzymać, by nie zacząć trochę od końca.

Obecnie Rare Breed to burbon butelkowany z mocą beczki równą 56,4% ABV. Zawartość butelki stanowią destylaty dojrzewające od sześciu do dwunastu lat (dokładnie sześcio-, ośmio- i dwunastoletnie).

Edycji Rare Breed nie można odmówić atrakcyjnego wydania. Butelka, choć kształtem nie do końca w moim guście, dobrze prezentuje się w barku i zdecydowanie wyróżnia się na tle podstawowych wariantów Wild Turkey 81 i 101. Butelka butelką, najważniejsze jednak, co w butelce.

O burbonach w ogóle pisałem tu:

Burbon – narodowy alkohol Amerykanów. 5 rzeczy, które należy wiedzieć na początek

56,4% robi wrażenie. Rzadko miewam okazję degustować whisky czy burbony butelkowane z mocą beczki i ten brak doświadczenia wyszedł na jaw przy pierwszym łyku Wild Turkey Rare Breed. Pieczenie zdominowało wszelkie walory, gdy jednak kolejny kieliszek przeszedłem z odrobiną wody i następnie wróciłem do wersji nierozcieńczonej, było już zdecydowanie lepiej. Świadomość, że burbon nie jest rozcieńczany wodą działa na wyobraźnię, jesteś bliżej beczki. Wyrazista dębina i nieco wanilii, dużo słodyczy, pomiędzy nimi coś, co na myśl przywodzi mi delikatny posmak migdałów. Do tego pomarańcza lub – nie mogę się zdecydować – skórka pomarańczy z tabliczki czekolady.

Rare Breed jest fajnym przykładem na to, że wysokoprocentowy produkt nie musi tłuc naszych nozdrzy alkoholem – co pamiętam doskonale z jednej z poprzednich notek. Tu mamy 56,4%, to dużo i nie można powiedzieć, że alkoholu nie  czuć w ogóle, ale jest on stonowany, nie przykrywa on smaku.

Ogólne wrażenia? Podoba mi się ten burbon. Próbowanych dotąd ledwie kilka podstawek pokazuje mi zapewne namiastkę tego, co ta kategoria ma do zaoferowania. Tym bardziej trudno mi przytoczyć porównanie Rare Breed do któregoś z innych burbonów; w znanym mi dotąd portfolio Wild Turkey wariant ten z pewnością stoi nad podstawowymi 81 i 101. Nie odbiera im to uroku, to nadal fajne alkohole na co dzień; takie, po które sięgniesz po ciężkim dniu w pracy i które mają dać ci frajdę a nie pole do eksploracji. Rare Breed smakuje mi już nieco pełniej. Jest nieco bardziej wymagający dla początkujących, trzeba tu dobrze rozpoznać możliwości swoich kubków smakowych – ale warto.