Wild Turkey Bourbon do niedawna znany był wielu osobom jako Wild Turkey 81. To wydanie popularnego burbona z Kentucky, które obok wariantu WT 101 stanowi podstawę oferty producenta. Nie raz i nie dwa miałem ze starą wersją 81, a dziś WT Bourbon do czynienia; o ile dopiero nadrabiam zaległości z burbonów, tak bazowe warianty dzikiego indyka znam od dawna. 81 to moja pierwsza, klasyczna bourbon whiskey i uznałem, że zasługuje na osobny wpis.

Jedna rzecz na wstępie. Za recepturą burbonów Wild Turkey od ponad sześćdziesięciu lat stoi Jimmy Russell. To prawdziwa legenda. Podpis Jimmy’ego Russella znajdziemy na etykiecie WT 101, na etykiecie WT Bourbon widnieje zaś podpis jego syna, Eddiego Russella. We dwóch od lat strzegą receptury Wild Turkey.

Wild Turkey jest w ogóle ciekawą marką. Im dłużej się o niej czyta, tym więcej ciekawych faktów poznajemy. Ciekawostka: Jarosław Urban w książce Bourbon i inne whiskey Ameryki  (Wydawnictwo Aletheia, Warszawa, 2012, str. 200) wspomina, że Eddie Russell w chwili, w której panowie mieli okazję się poznać, nadal był uznawany w gorzelni za nowicjusza – a w tamtym momencie jego staż pracy tam wynosił ponad dwadzieścia lat! Średni staż pracowników Wild Turkey wynosi dwadzieścia pięć lat!

Do rzeczy

Zawartość alkoholu na poziomie 81 proof, w skali europejskiej 40,5%. Komu mało, powinien zadowolić się wariantem 101 (50,5%). Zapach słodki, delikatnie alkoholowy, skojarzenia kremowo-miodowe. Świeże beczki i kukurydza robią robotę; w smaku WT Bourbon jest lekki, niezbyt złożony. Słodki, delikatny, prosty w odbiorze. Płytki i krótki finisz, ale nie jestem pewien, czy powinienem oczekiwać lepszego zakończenia. Całość przyzwoita. To sympatyczny alkohol na wieczór po ciężkim dniu w pracy lub na wizytę kumpli.

Osobiście wyżej cenię wariant Wild Turkey 101, ale WT Bourbon w codziennym użytku też sprawdza się nieźle. Skryta tu słodycz wydaje mi się ciekawą alternatywą dla osób, które przywykły do odkrywania uroku szkockich czy irlandzkich whisky / whiskey.

W ten sposób zgrabnie przeszliśmy przez podstawowe portfolio Wild Turkey. Prym zdecydowanie wiedzie wariant Rare Breed, w dalszej kolejności 101 i nieco niżej WT Bourbon. Nadal uważam, że nawet ten ostatni zasługuje na uwagę i że jest zupełnie przyzwoitym, prostym alkoholem na co dzień. Przeszliśmy też przez miodowy likier na bazie burbona, ale to jednak nie mój smak, bliższa mi jest naturalna, kukurydziana słodycz. Wszystkich zainteresowanych zachęcam do przejrzenia tekstów:

A jak Wild Turkey smakował dwie dekady temu?

Od ekipy Whisky Hooligans (koniecznie zajrzyjcie na ich Stronę na Facebooku) dostałem sampla Austin Nichols Wild Turkey Kentucky Straight Bourbon. Jak udało się ustalić Piotrkowi z WH, to wydanie pochodzi jeszcze z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Robi wrażenie.

zdjęcia, jak i sam sampel, od ekipy Whisky Hooligans

Pierwsza rzecz, która zwraca uwagę: kolor. Różnica jest widoczna gołym okiem; współczesny WT Bourbon, choć leżakuje w nowych beczkach nie krócej niż sześć lat, to jego barwa jest zdecydowanie bledsza. Wariant Austin Nichols jest mniej pieprzny, ma nieco głębszy, pełniejszy i intensywniejszy smak. Zapach również się różni, Whisky Hooligans wskazują na wyraźniejsze nuty toffi w wydaniu Austin Nichols; ja czuję coś słodszego, mniej alkoholowego, ale trudno mi to nazwać.

W bezpośrednim porównaniu wariant czterdziestoprocentowy wygrywa ze współczesnym a sama możliwość zestawienia jest świetnym doświadczeniem. Whisky Hooligans – dzięki!

Wild Turkey Austin Nichols pozostanie dla mnie miłym wspomnieniem, Wild Turkey Bourbon – nadal przyzwoitą rzeczywistością dla początkujących lub poszukujących mniej złożonego smaku. Inna rzecz, że dostrzeżenie nieco niższej jakości we współczesnym wariancie nie musi być przytykiem dla producenta. O tym, czy dziś możliwa jest produkcja tak dobrego produktu jak dekady temu, na przykładzie szkockiej, pisze Rajmund Matuszkiewicz w wartym uwagi i przemyślenia tekście Jak oni to zrobili? Czyli rozważania o tym, dlaczego trawa jednak bywała bardziej zielona. Mądrego dobrze posłuchać, w tym przypadku poczytać, zachęcam Was do lektury tego tekstu.

Z czym pić Wild Turkey Bourbon?

By spróbować lepiej zrozumieć walory dzisiejszego alkoholu posłużyłem się kieliszkami degustacyjnymi, jednak na co dzień WT Bourbon pijam mniej zobowiązująco, w klasycznych szklankach z grubym dnem. Dwie kostki lodu, czasem na czysto, tu nie ma reguły. Ci, którzy nie przepadają za czystym alkoholem, nie powinni się zniechęcać. WT Bourbon jest pod tym względem elastyczny, świetnie nadaje się do koktajli, ale też nikt nie powinien czuć się zgorszony szybkim miksem z sokami czy colą.

Macie w domu butelkę Wild Turkey American Honey i jest on dla Was zbyt słodki? Do jednej porcji miodowego likieru dodajcie drugą czystego burbonu – to załatwi sprawę.

Ostatnio próbowałem też połączyć WT Bourbon z syropem herbacianym, sokiem z cytryny, angosturą i białkiem jaja – i wyszło bardzo przyjemnie. Jeżeli próbowaliście jakichś ciekawych koktajli lub macie własne, sprawdzone przepisy, koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach. Dzięki!