Kategoria burbonów do 150 czy maksymalnie 200 PLN jest dość silnie reprezentowana i z pewnością każdy sympatyk kukurydzianego specjału znajdzie butelkę dla siebie. Knob Creek, Maker’s Mark, Four Roses, Wild Turkey, Woodford Reserve czy Jim Beam to tylko kilka marek, których burbonów w tej cenie możemy posmakować. Z ich dostępnością nie powinno być większego problemu, wystarczy przejść się wzdłuż alkoholowych alejek popularnych supermarketów, by znaleźć co najmniej kilka z nich. Dziś biorę na tapetę reprezentantów dwóch ostatnich z wymienionych; w kieliszkach czekają już Woodford Reserve Distiller’s Select oraz dwunastoletni Jim Beam Signature Craft.

Przede mną stoją dwie piękne butelki. Żadnej z nich nie mogę odmówić świetnego wydania. Zaskoczeni szczególnie powinni być fani podstawek Jima Beama. Zobaczcie tylko, jak różna – na plus! – jest butelka Signature Craft. Bezbarwne szkło, elegancko natłoczony logotyp, drobna etykieta. W porównaniu do białego, czy nawet czarnego Jima, kolosalna różnica. Wydanie zdecydowanie premium, które znakomicie prezentuje się w barku.

Jim Beam 12YO Signature Craft

W butelce zaś mamy burbon, który przez dwanaście lat dojrzewał w dębowych beczkach, butelkowany zaś jest z mocą 43% ABV. Dwanaście lat brzmi obiecująco; burbony, których dotychczas miałem okazję próbować były młodsze, ale też udowadniały, że burbon, by nabrać dobrego smaku, nie zawsze potrzebuje tak długiego leżakowania, jak szkocka. Destylaty cztero-, sześcio- czy ośmioletnie radzą sobie całkiem dobrze, tym ciekawszy jednak jestem wpływu dwunastu lat w beczce. No dobra, odkrywamy karty, sprawdzam.

Po paru chwilach zapach alkoholu ucieka, 43% to miły gest, ale w takim wydaniu wolałbym zobaczyć nieco więcej. Nie wiem czy powinienem tak wybrzydzać względem butelki, której cena nominalnie oscyluje w granicach 150 zł, a którą w promocji można znaleźć nawet za 100 zł, ale jednak. Tak ładne wydanie, tak obiecujący wiek, aż prosi się o nieco więcej mocy. Dobra, zamykam się, do rzeczy.

Zapach? Od pierwszego momentu słodko, bardzo słodko. Bardzo przyjemnie, lekko, nieco miodowo, waniliowo, całość naprawdę fajnie. W smaku nieco płycej, ale nadal delikatnie. Wszystko spuentowane przyjemnym, długim finiszem.

Woodford Reserve Distiller’s Select (batch #296)

No i dobra, zaglądamy do drugiego kieliszka. W nim Woodford Reserve Distiller’s Select. W sklepach można go spokojnie znaleźć za 150-170 zł. Podobnie jak w przypadku JB Signature Craft: elegancka butelka, odrobinę mniej wygodna w uchwycie, ale wrażenia wizualne bardzo dobre. Nie mamy tu deklaracji wieku, mamy za to 43,2% ABV (tu podobny zarzut, co w przypadku Jima Beama), mamy potrójną destylację i wykorzystywane do niej miedziane alembiki.

WR Distiller’s Select jest zdecydowanie mniej słodki od Jima Beama. Tomek Miler wspomniał, że Woodford Reserve jest nieco wytrawny. Zostało mi to w głowie i faktycznie coś w tym jest. Drewno i lekka gorzkawość w zapachu przechodzą w smak, czuć ją wyraźniej, podobnie jak gryzącą w język pieprzność – wszystko to utrzymane jednak pod kontrolą, bez grama przesady. Na końcu czeka nas raczej krótki finisz.

Nie chciałem zestawiać tych dwóch burbonów w bezpośrednim porównaniu z finalnym werdyktem. To zupełnie różne burbony. Co zwróciło moją uwagę: dwunastoletni Jim Beam ma jaśniejszy kolor od Woodford Reserve, co w sumie lekko mnie zdziwiło, jednocześnie jednak bardzo ładnie spływał po kieliszku zostawiając  dość gęste „nogi”. Słodki zapach pierwszego uwypuklił wytrawność drugiego, słodycz w smaku podkreśliła przejście z delikatnej słodyczy do lekkiej gorzkości w WR. Choć to różne burbony, degustowane razem bardzo dobrze uwypuklają różnice między sobą.

Chcąc uniknąć oficjalnego werdyktu, liczyłem chociaż, że uda mi się wskazać butelkę, którą po prostu chętniej wybiorę w sklepie. Okazuje się to trudne, jeszcze parę tygodni temu, przy okazji poprzedniej degustacji tych dwóch butelek, wskazałbym na Woodford Reserve. Dziś mi nieco bliżej do słodyczy Jima Beama, ale też nie na tyle, by deklarować dozgonną wierność i wyrzekać się sympatii do indyczego Rare Breeda. Znaczy to ni mniej, ni więcej tyle, że  -choć to z pewnością niezłe burbony – muszę szukać dalej.

A na koniec, za zgodą zespołu Woodford Reserve, kilka zdjęć gorzelni. Wygląda świetnie!