Glenburgie, Miltonduff i Glentauchers to trzy piętnastoletnie single malty wypuszczone na rynek pod szyldem marki Ballantine’s. Malty pochodzą z destylarni, od których butelki zaczerpnęły nazwy a w sklepach zaczęły pojawiać się bodaj w okolicach ostatniego kwartału 2017. Od zespołu Ballantine’s dostałem butelki dwóch pierwszych: Glenburgie i Miltonduff. Czas zatem przyjrzeć się im bliżej.

Na wejściu plus dla Ballantine’s za ruch nieco  wbrew aktualnym trendom. W czasie, gdy wielu popularnych producentów whisky odchodzi od wersji z deklaracjami wieku zastępując je coraz powszechniejszymi NAS-ami, tu mamy debiutanckie wejście na rynek z piętnastoletnimi single maltami.

Z etykiet, poza notami degustacyjnymi producenta, nie dowiadujemy się za wiele. Na zabieg ubrania maltów w numerowane serie przymykam oko; coraz częściej producenci serii czy limitowanych wersji produkują je bez żadnych limitów.

OK, idziemy dalej. Tak Glenburgie jak i Miltonduff mają 40% mocy, standardowo – tu zatem mamy remis. Otwieram, chwila na „odetchnięcie” i zaczynamy.

W zapachu przewagę ma Glenburgie. Jest nieco głębsza, nieco bardziej różnorodna od Miltonduff. Ta ma dość niewyróżniający się, prosty zapach, słodki, kwiatowy. Glenburgie jest mniej słodka, odrobinę bardziej intensywna i nieco bardziej obiecująca. Gdzieś w tle przebija czekolada. Wygląda to zupełnie przyjemnie. Obydwie dojrzewały w beczkach first-fill z amerykańskiego dębu a różnica jest spora. Punkt dla Glenburgie.

W smaku obydwie propozycje Ballantine’s są raczej łagodne. Miltonduff nieco bardziej nijaki, mocno przeciętny, bez wielkich skaz ale i bez fajerwerków. Glenburgie wydaje mi się nieco bardziej intensywna, odrobinę pełniejsza, głębsza. Kolejny punkt dla tej drugiej.

Czy typowy konsument Ballantine’s wychwyci różnicę między tanim Finestem, nieco aspirującym dwunastoletnim blendem a piętnastoletnimi singlami? Trudno przewidzieć, osobiście nieco wątpię ale też chwalę próbę wejścia w kategorię singli. Obydwie piętnastki mogą być alternatywą dla tych, którym trochę szkoda kasy na 17- czy 21-letnie blendy producenta.

OK, może bez fajerwerków, ale mamy tu whisky, przynajmniej jedną, w zupełności zadowalającą na start. Komunikaty prasowe zapowiadały cenę sklepową każdej z butelek w granicach 150 zł i to wydaje mi się uczciwą kwotą. W tej cenie piętnastoletnie single od Ballantine’s, szczególnie Glenburgie, będą zdrową konkurencją dla podstawek Glenfiddicha czy Glenliveta i jednocześnie wartym polecenia produktem dla początkującego fana whisky.

Próbowaliście? Która z nich bardziej przypadła Wam do gustu? A może mieliście okazję spróbować trzeciego malta: Glentauchers? Dajcie znać w komentarzach, ciekawy jestem jak wypada on na tle dwóch pierwszych.