Jeżeli trafiłaś bądź trafiłeś na ten tekst, znaczy to mniej więcej tyle, że poszukujesz informacji o dwunastoletnim Glenfiddichu. Pisałem o nim dawno temu, ale od tamtego czasu spróbowałem iluś innych whisky i swoje opinie na temat podstawowego singla z oferty destylarni też chciałbym odświeżyć. Nadal daleko mi do profesjonalnych degustatorów i zaawansowanych smakoszy, ale samego Glena popijam co i raz do dziś a na tę charakterystyczną, zieloną butelkę patrzę, tak mi się wydaje, z nieco chłodniejszą głową.

OK. Jeżeli szukasz opinii na temat Glenfiddicha 12 YO, to zapewne:

  1.  jesteś gdzieś na początku przygody z single maltami i rozważasz zakup butelki,
  2.  w sumie niespecjalnie znasz się na whisky; nie musisz się znać bo i średnio Ci ona podchodzi a po prostu szukasz prezentu dla znajomego fana whisky i gdzieś Ci się obiła o uszy nazwa,
  3.  zdążyłaś lub zdążyłeś już poznać tę butelkę ale ciekawi Cię, co tam w trawie piszczy i co o niej sądzą inni. W żadnej mierze moja opinia nie będzie tu wyznacznikiem czegokolwiek – ale znajdziesz coś dla siebie.

Jeżeli kwalifikujesz się do grupy pierwszej,

to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Dwunastoletni Glenfiddich to klasyka szkockich podstawek. Dla wielu, w tym i dla mnie, to pierwsza whisky single malt w życiu. To whisky gorzej oceniana od dziesiątek innych, mniej popularnych, ale w tym przedziale cenowym to whisky, od której spokojnie można zacząć. Mówiąc „w tym przedziale cenowym” mam na myśli 100 – 120 PLN, choć często widywałem zielonego Glena za 150 PLN i więcej. Różnice bywają spore, warto poszukać. Glenfiddich 12 często pojawia się w dyskontach, pomyślcie ewentualnie nad zakupem miniaturki – choć ja sam, pamiętam jak dziś, skusiłem się od razu na dużą butelkę. Koniec końców Glenfiddich 12 to whisky, którą najpewniej nie zrazisz się do odkrywania kolejnych singli. Region, z którego pochodzi, charakteryzuje się najczęściej delikatnymi, kwiecisto-owocowymi kompozycjami smaków, które choć dla niektórych zbyt płytkie, nie powinny też zrazić. To butelka, którą – nawet zarażony miłością do innych destylarni z innych zakątków Szkocji czy świata – prędzej czy później opróżnisz.

No dobrze.

Jeżeli kwalifikujesz się do grupy drugiej

i rozważasz zakup Glenfiddicha 12 na prezent, to musisz się zastanowić, komu chcesz ją kupić. Zaawansowanemu degustatorowi? To ryzykowny pomysł: wydaje mi się, że taki ktoś bardziej doceni butelkę mniej popularną. Może coś z mniej popularnej gorzelni? Może niezależny bottler? Może miniaturka czegoś starszego i bardziej złożonego? Przemyśl sprawę, a w razie wątpliwości zajrzyj na fora skupiające znawców whisky lub do dobrego sklepu z alkoholami.

Jeżeli szukasz prezentu dla amatora whisky, hobbysty, kogoś, kto co i raz tego i owego spróbuje, ale nie fantazjuje o podróżach szlakiem szkockich gorzelni – czemu nie, podstawowy Glenfiddich może się przydać. To prosty, lekki i nieskomplikowany single malt, z którym można rozsiąść się w fotelu; do którego można dodać lodu lub soku jabłkowego. To także whisky, którą niektórzy barmani śmiało wykorzystują do koktajli. Nie ma obciachu, kupuj.

I czas na grupę trzecią.

Próbowałaś lub próbowałeś już Glenfiddicha 12? Jak wrażenia? Powiedz, ale tak szczerze szczerze: co czujesz w tej whisky?

Pamiętam jak sam pierwszy raz próbowałem tej butelki. Przed samą degustacją nieco szperałem w sieci i w większości miejsc spotykałem się z opiniami, że Glenfiddich to delikatne nuty jabłkowe. Dla mnie, tak po pierwszym dramie jak i dziś, Glenfiddich 12 to gruszki. Być może w towarzystwie jakichś delikatnych, przebijających w tle jabłek (ot, chyba że to już siła sugestii), ale jednak: gruszki. Przyjemny zapach, w mojej opinii nieco bogatszy od smaku. Delikatna słodycz, owoce. Całość zdecydowanie prosta, niespecjalnie złożona. Finisz króciutki, płytki, spokojny. Tak to widzę.

Odwieczny dylemat: gruszki czy jabłka, sentyment do mojego pierwszego singla oraz prostota tej whisky sprawiają, że naprawdę ją lubię. Akurat prostota działa tu na korzyść: choć trudno za kolejnym razem odkrywać dwunastoletniego Glenfiddicha na nowo, to zawsze wiem, czego się spodziewać w kieliszku i wiem, jak będzie smakowało whisky sour na bazie zielonego Glena. Na przestrzeni czasu nawet oswoiłem się z zielonym szkłem butelki, już nie przeszkadza mi tak jak kiedyś. I faktycznie tak się składa, że butelka Glenfiddicha 12 zawsze jest w barku, pod ręką.