Nigdy tego nie zapomnę. Uczucie towarzyszące zakupowi pierwszego w moim życiu single malta. Zakupowi poprzedzonego lekturą wielu poradników i tekstów doświadczonych degustatorów. Choć nieco mądrzejszy teoretycznie, mając jakieś wyobrażenie na temat poszczególnych butelek, nadal nie wiedziałem, czego oczekiwać w praktyce.

Pamiętam tę tremę; tak się składało, że mój pierwszy single malt to także pierwsza butelka, na którą gotów byłem wydać więcej niż na dotychczasowe alkohole umilające różnego rodzaju imprezy. Do tego dnia to właśnie cena była często najważniejszym kryterium wyboru. Wiadomo: impreza, niewielkie oczekiwania, nieświadoma konsumpcja najtańszych i najpopularniejszych wariantów Johnniego Walkera czy Jacka Danielsa. Podejrzewam, że wiele i wielu z nas też ten etap przechodziło.

I ten dzień, kiedy podjąłem decyzję: chcę się czegoś dowiedzieć o tym alkoholu, chcę spróbować czegoś więcej. Trochę bardziej świadomie. Pogodzony z większym wydatkiem.

I ta chwila, gdy już z dwunastoletnim Glenfiddichem wracałem do domu, pełen ciekawości, co kryje butelka. Potem przygotowania do pierwszej „degustacji”. Pierwszy kontakt z zapachem, pierwsze próby nazwania tego, co czuję. To zaskoczenie, że aromat faktycznie przywodzi na myśl owoce. Pierwsze próby wypicia czystego, mocnego alkoholu. Wypicia i zastanowienia się nad nim. To pierwsze pieczenie w ustach. Pierwsze próby przypisania wrażeń do znanych mi smaków. To przyzwyczajenie do mocnego alkoholu przy kolejnych podejściach.

Pamiętam ten dzień doskonale. Dziś, po spróbowaniu iluś innych, zupełnie różnych whisky, świetnie tę chwilę wspominam. Do samego Glenfiddicha 12YO do dziś mam ogromny sentyment. Od tamtego czasu dbam o to, by zawsze ta zielona butelka była w barku. Gdzieś pomiędzy często starszymi, pochodzącymi z odleglejszych krain singlami – by zawsze był pod ręką.

Dziś jestem przekonany, że ten pierwszy single malt to w jakimś stopniu przełomowe wydarzenie w życiu. Uchylenie drzwi do fascynującego świata.

A jak wyglądało to u Was? Pamiętacie swojego pierwszego singla i towarzyszące jego degustacji emocje? Pochwalcie się!

Korzystając z okazji nadchodzących Świąt i Nowego Roku życzę Wam samych takich przełomów. Samych dobrych decyzji i wielu okazji do próbowania znakomitych whisky.