Edycję 2016 odpuściłem, na tegoroczne wydarzenie jechałem mając w pamięci festiwal z 2015 roku. Wtedy też był to mój debiut na alkoholowych festiwalach i wszystko było dla mnie takie WOW. Mnóstwo wystawców, tłumy gości, sporo butelek do spróbowania, wszystko to zrobiło na mnie spore wrażenie.

W tym roku przybyłem na Whisky Live z nastawieniem, by popróbować tych butelek, nad którymi zastanawiam się w kontekście zakupu do własnego barku. Nie udało mi się konsekwentnie trzymać tego postanowienia, czego też nie mogę żałować: dwa skrajne przykłady to wyciągnięty spod lady 22-letni destylat (o ile pamiętam 58,1% ABV) z beczek po sherry Glenfiddicha i otrzymany od znajomego sampel Malts of Islay Alainn (27 lat z mocą 44,9% ABV) od Murray McDavid. Pozostaje mi jedynie żałować, że butelkami tego ostatniego nie interesowałem się wcześniej, zaległości muszę czym prędzej nadrobić a dwie wyżej wymienione uznaję za najciekawsze propozycje, których próbowałem na festiwalu. A z tego, co słyszałem, to na stoisku bestwhiskymarket.com było całe mnóstwo innych rarytasów.

Pozytywnym zaskoczeniem okazała się Smoky New Make 30 mths old. Tak jak dotychczas nie mogłem przekonać się do butelek WOLF Distillery, tak ta konkretna „siadła”. Bardzo przyjemne połączenie śliwek i dymu, bardzo przyjemny nos, w smaku odrobinę mniej – ale całość na plus. Trzymam kciuki za tę pozycję – wierzę, że w przyszłym roku będzie jeszcze lepsza.

Dość głośno zapowiadana włoska Puni to jeszcze niewypał. Wariant finiszowany w ex-sherry jeszcze w miarę, w miarę, ale pozostałe – no nie. Oryginalny projekt butelek to za mało. Szczęście w nieszczęściu, że oferta Puni była do spróbowania w cenie biletu.

No właśnie, ceny. Bilet biletem, 110 PLN – bez tragedii. Fajne stoiska, ładne dla oka, oferujące nieco więcej przestrzeni. Grant’s, Glenfiddich, Wild Turkey, American Whiskey czy Glenmorangie & Ardbeg pod tym względem zawiesiły poprzeczkę wysoko. Z drugiej strony: stoisko stoiskiem, ale pobieranie opłat za niektóre z, wydawałoby się, podstawowych wydań nie zachęca (spośród podstawowego portfolio Glenmorangie akurat moja ulubiona Nectar d’Or podlegała opłacie, damn). Licząc bilet, koszt zakupu pakietu słoików i voucherów, to w sumie dobrze by było wydać łącznie ze 300 PLN, żeby popróbować paru dobroci na miejscu a i mieć co do domu zabrać.

Z drugiej strony rozumiem, że wnoszenie opłat za coraz to popularniejsze butelki być może ma na celu odstraszyć przypadkowych gości, którzy przyszli, by wydając stówkę móc kulturalnie się wstawić. A było parę takich osobistości. Nie jest to zarzut do organizatorów, trudno nad takimi jednostkami zapanować – acz głośne monologi w windzie czy przy szatni, jak to dobre te kur*y japońce, dobrze wchodzą w ch*j, a lachy te co przy tym Kavalanie stoją to aj, ku*wa, takie, ach obecności na festiwalu nie umilają.

Na plus dla festiwalu wyszła zmiana lokalizacji. Więcej miejsca i kto przybył w miarę wcześnie, mógł w spokoju i zazwyczaj bez kolejek odwiedzić większość stoisk. W sobotę o 15:00 zaczęło się już robić tłoczniej i ciekawy jestem, jak lokalizacja sprawdziła się w chwili największej tabaki.

Okej, podsumowując:

1. Do zapamiętania: przy wejściu zainwestuj w vouchery. Przydadzą się, jeżeli zechcesz napić się czegoś dobrego. Może nie wszystko, ale sporą część voucherów wydaj na stoiskach bestwhiskymarket.com – jest tam ogrom butelek, których prędko nie odnajdziesz – i często w naprawdę rozsądnych cenach. Wizytę na festiwalu warto zacząć od takich właśnie miejsc, kiedy jesteś jeszce w formie i zdolny bądź zdolna do skupienia największej uwagi na zawartości kieliszka. Pozostałą część voucherów wydaj na stoiskach, na których są butelki, co do kupna których się przymierzasz.

2. Część stoisk wydaje się nie zmieniać; rok do roku po każdym festiwalu widać zdjęcia gości z uśmiechniętymi paniami z Dictadora. Cieszę się, że na festiwalu zawitał w końcu Wild Turkey, ale mam też nadzieję, że za rok będziemy mogli spróbować czegoś ekstra, spoza regularnej oferty. Marzy mi się doczekać stoiska Metaxy ze starymi jej wydaniami – ale też brak mi w przypadku tego alkoholu obiektywizmu, nie wiem ile osób poza mną by się tam zatrzymało.

3. Jeden sampel może dać sporo do myślenia a jakość nie zawsze idzie w parze z popularnością. Dlatego, choć wstyd, że tak późno, obiecuję sobie do przyszłorocznego WLW nadrobić ofertę Murray McDavid a większość czasu na WLW 2018 spędzić przy mniej znanych amatorom mojego pokroju stoiskach.