Od jakiegoś czasu większość wolnych chwil spędzam na nauce warsztatu barmana. Uczę się podstaw, im głębiej jednak wnikam w tajniki barmaństwa, tym więcej mam pytań i rzeczy, których chciałbym się dowiedzieć. Przy wsparciu kilku znajomych, którzy siedzą w temacie na co dzień, dobieram źródła teoretyczne. Teoria jest tu ważna, ale dopiero praktyka weryfikuje zdobytą wiedzę i daje pełen jej obraz. Do zawodowych barmanów jest mi dalej niż sądziłem; im więcej wiem, tym więcej widzę, ile jeszcze nie wiem. Cieszę się, że przy okazji własnej nauki udało mi się tą pasją zarazić kilka kolejnych osób. Tak dla nich jak i dla każdego, kto chciałby spróbować swoich sił w tym rzemiośle, parę słów na temat podstawowego wyposażenia domowego barmana. Nie zamierzam się tu mądrzyć ani radzić nic ponad to, co sam zaobserwowałem i czego sam się uczę. Na bazie tego, co przez ostatnie miesiące mnie samemu przydaje się najczęściej, wylistuję Wam ekwipunek, od którego warto zacząć.

Pierwszym skojarzeniem z warsztatem barmana jest shaker. Rzeczywiście bez niego trudno przygotować wiele koktajli, i to od niego właśnie zacząłbym kompletować zestaw. W sklepach dostępnych jest wiele różnych wydań szejkerów, różniących się od siebie pojemnością, liczbą elementów, materiałem z którego są wykonane, kolorami i wieloma innymi zmiennymi. Według głównego podziału możemy wybierać pomiędzy cobbler shakerem, shakarem francuskim i shakerem bostońskim.

Ja uczę się na tym ostatnim. Shaker bostoński składa się z dwóch części: większej, metalowej i mniejszej, szklanej lub również metalowej. Sam korzystam z wersji ze szklanicą, choć przymierzam się do uzupełnienia ekwipunku o jej metalowy zamiennik.

Shaker bostoński wymaga wprawy w obsłudze. Zarówno zamykanie go, odpowiednie chwycenie do szejkowania jak i otwarcie wymaga praktyki – świetnie mi służy i każdemu też polecam.

Drugim niezbędnym elementem do nauki będzie sitko barmańskie. Większość wstrząśniętych lub zmieszanych koktajl należy przelać do szkła przez sitko, by odcedzić go od kostek lub kryształków lodu czy niepotrzebnych w koktajlu składników (owoców, listków, przypraw etc). Tu też mamy wybór i warto wybrać ten rodzaj sitka, które okaże się najbardziej przydatne. Osobiście korzystam z dwóch sitek (hawthorn strainer i tea / fine strainer), ale zamierzam również uzupełnić ekwipunek o julep strainer.

Sitko typu hawthorn służy mi jako sitko podstawowe, świetnie zatrzymuje lód i inne ciała stałe, których nie chcę w koktajlu. Im mocniej je dociśniecie do ścianki szejkera, tym węższe będzie ujście dla koktajlu. Dodatkowo, jak ostatnio się dowiedziałem i sprawdziłem, jego główna obudowa posiada specjalne wybrzuszenia, dzięki którym można przygotowaną miksturą wypełniać dwa kieliszki jednocześnie.

OK, mamy shaker, mamy sitko. Tu również należy pamiętać o czymś, czym będziemy odmierzać ilość danego alkoholu. Miarka barmańska (jigger) występuje w wielu różnych formach – do wyboru, do koloru. Kolejna rzecz: ręczna wyciskarka do cytrusów. Nawet nie chcę próbować liczyć, ile cytryn przeszło mi przez ręce przez ostatnich kilkanaście miesięcy… 🙂 Solidna wyciskarka to rzecz niezbędna. Podobnie z madlerem – narzędziem, które zawsze w trakcie imprezy spotka się z dwuznacznym skojarzeniem i komentarzem.  Madler, czy też rozgniatacz, służy rozgniataniu owoców w szklanicy w sytuacjach, gdy zależy nam, by te puściły więcej soku.

Odkąd zacząłem interesować się koktajlami, bardzo chciałem nauczyć się przygotowywać mojito. I nic mi tak nie pomogło, jak uzupełnienie ekwipunku o kruszarkę do lodu. Wcześniej męczyłem się z kruszeniem lodu w folii lub ręczniku, trudna i niewdzięczna sprawa. Kruszarka naprawdę wiele ułatwia. Na domowe potrzeby w zupełności wystarcza mi kruszarka ręczna – warto mieć ją pod ręką.

Szklanica barmańska przydaje się do koktajli mieszanych, do których nie wykorzystujemy shakerów. Nie dysponuję własną szklanicą z prawdziwego zdarzenia, ale jako zamiennik dość dobrze radzi sobie szeroki kufel do piwa. Szeroka podstawa, grube dno i ścianki pozwalają na mieszanie koktajli. Tu nie możemy oczywiście też pominąć łyżki barmańskiej – łyżki dostępnej w różnych wariantach gługości (najczęściej 20-30 cm), zakończonej płytką.

Kolejnymi elementami ekwipunku będą nóż i tarka, ewentualnie akcesoria do wycinania dekoracyjnych skórek cytrusów. Dobrej jakości nóż przydaje się niezwykle często, warto zawsze mieć pod ręką. Tarka czy noże dekoracyjne nie są może jakimś must-have, ale prędzej czy później też się przydadzą – finezyjne przyozdobienie koktajlu zestem cytryny czy wiórkami czekolady nie obędzie się bez odpowiedniego narzędzia.

Udana ozdoba koktajlu do klucz do podbicia serc wzrokowców. Przez tych kilkanaście miesięcy, w trakcie których uczę się koktajli, nic chyba nie robiło większego efektu u moich gości niż kokardki z zestów cytrusów. Kupione na aliexpress drewniane klipsy oraz nożyczki do wycinania wzorów z marketu.


Efekt?

Zaopatrzcie się też w plastikowe bądź tekturowe rurki. Przydają się one nie tylko do niektórych koktajli, ale świetnie zdają egzamin, gdy potrzebujecie spróbować przygotowanej mikstury przed podaniem gościom.

Na początek tyle. Mam nadzieję, że taka rozpiska choć trochę Wam się przyda przy kompletowaniu własnego sprzętu. Są sklepy, które oferują całe zestawy barmańskie w praktycznych torbach (ja sam posiadam zestaw ze sklepu APS Polska, wielu barmanów polecało mi ten sklep) i które wystarczy uzupełniać o niektóre przedmioty, są też takie, ktore oferują pojedyncze narzędzia. O wiele łatwiej i przyjemniej jest uczyć się na dobrej jakości sprzęcie, a inwestycja w takowy spłaci się Wam w chwili, gdy zobaczycie uśmiech na twarzach gości po spróbowaniu koktajli Waszego autorstwa.

Być może nie wszystko będzie Wam przydatne od samego początku nauki – ale widzę po sobie, że prędzej czy później traficie na takie przepisy, przy odtworzeniu których wykorzystacie każdy element takiego zestawu. Niektóre z nich też można próbować zastąpić przedmiotami ogólnodostępnymi w każdej kuchni (przyznaję, zdarzyło mi się raz, w polowych warunkach, przyrządzać espresso martini, odmierzając proporcje kieliszkami do wódki, wstrząsając w słoiku i przelewając przez sitko kuchenne) – ale komfort korzystania z profesjonalnego, jakościowego sprzętu sporo daje.

No dobrze, a teraz dla tych, którzy wytrwali do końca, podaję przepis na koktajl, który towarzyszył mi przy tworzeniu tej notki. Osobiście przeze mnie uwielbiane, znakomite połączenie wódki, likieru kawowego i espresso, czyli…

ESPRESSO MARTINI – prosty i niezwykle smaczny koktajl dla fanów kawy

Jedna z anegdot mówi, że espresso martini po raz pierwszy skomponował Dick Bradsell na życzenie klientki, która poprosiła o „something that would wake me up, and then fuck me up„.

Koktajl składa się z wódki, likieru kawowego i espresso. Proporcje składników ewoluują, ja osobiście najbardziej lubię w następującej formie:

  • 40-50 ml wódki
  • 30 ml likieru kawowego Kahlua
  • 30 ml espresso

Składniki wlewamy do szejkera. Szejker wypełniamy kośćmi lodu, zamykamy i energicznie wstrząsamy przez kilkanaście sekund. Przelewamy przez sitko do schłodzonego kieliszka koktajlowego i przyozdabiamy trzema ziarnami kawy ułożonymi na wierzchu.

Gotowe! Jak Wam smakuje?